Dawno nas tu nie było. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, ale prawda jest taka, że w ostatnich latach mocno się rozleniwiliśmy. Wycieczek weekendowych mieliśmy zdecydowanie mniej, a jak już gdzieś się wybieraliśmy, to wracaliśmy w te same miejsca.
Nie siedzieliśmy znowu całkowicie tak bezczynnie, ponieważ budowaliśmy sobie kampera. Tak wiem, kampery ostatnio zrobiły się bardzo modne i wiele osób aktualnie korzysta z tej formy wypoczynku. I my też postanowiliśmy zbudować sobie dom na kółkach. Nie o kamperze chciałam pisać tylko o kierunku naszej wyprawy. Natomiast jedno jest pewne, kamper ułatwia bardzo podróżowanie, człowiek jest niezależny, jedzie gdzie chce, śpi gdzie chce i codziennie może podziwiać zachód słońca w innych okolicznościach przyrody i budzić się z innym widokiem za oknem. To jest po prostu piękne!
A jeszcze jak zaplanujesz wyprawę w takie miejsca, gdzie nie ma żadnych ograniczeń dla kamperów, to już jest raj. My, aby z takiego raju skorzystać na liczniku odnotowaliśmy przejechane ponad 4 tys. kilometrów przez 3 tygodnie. Nie wiem, czy to dużo, czy mało, ale dla nas, gdzie dopiero zaczęliśmy taką formę wypoczynku to było sporo. Pewnie można by było przejechać jeszcze więcej ale przecież byliśmy na urlopie, chcieliśmy zwiedzić jak najwięcej ale rownież chcieliśmy wypocząć. No i przecież nie o liczbę przejechanych kilometrów chodzi. Nie udało nam się odwiedzić wszystkich miejsc, które chcieliśmy i warto było zobaczyć. Może to i dobrze. Bo mamy argument, aby jeszcze raz tam wrócić. A mowa tu o Norwegii. O ile zazwyczaj na urlopy jeździmy poza sezonem turystycznym (nie lubimy tłumów), to tym razem pojechaliśmy w samym środku sezonu turystycznego-w lipcu. Wybierając termin, braliśmy pod uwagę przede wzystkim temperatury i przy okazji korzystaliśmy z uroków białych nocy. Nam słońce świecące w nocy nie przeszkadzało, korzystaliśmy z uroków długich dni. A co do temperatur to w lipcu w Norwegi średnie temperatury wynoszą od 16 do 20 stopni (oczywiście zależy od rejonu). Byliśmy przygotowani na występujące opady, bo są one integralną częścią norweskich warunków atmosferycznych, ale nas opady raczej omijały a jak już były to występowały przejściowe albo my wyruszaliśmy w kierunku rejonów gdzie świeciło słońce.
Zaczęliśmy od Drogi Atlantyckiej. To jedna z najbardziej spektakularnych tras drogowych na świecie. Droga ma odcinek 8,3 km i łączy stały ląd z malowniczymi wyspami. Dla kamperów to raj, przy drodze co chwilę są miejsca gdzie można się zatrzymać, usypiać i budzić się z niesamowitym widokiem.

Odwiedziliśmy też Park Narodowy Jotunheimen, gdzie na pieszą wycieczkę wyruszyliśmy z Krossbu. Wycieczka była przyjemna a trasa urozmaicona. W ciągu 3-godzinnego marszu pogoda zmieniała się jak kalejdoskop.

Kolejny nocleg zrobiliśmy nad Sognefjorden. Pod względem długości jest to najdłuższy fiord w Norwegii i w Europie a drugi pod względem długości fiord na świecie. Posiada on liczne odgałęzienia. Stanęliśmy na dość dużym parkingu, obok stały 2 inne kampery. Wyciągneliśmy wędki, ale tu niestety szczęścia do ryb nie mieliśmy.
Kolejny nasz przystanek był przy Hardangerfjord. Zaparkowaliśmy na parkingu, gdzie był piękny widok na fiord, miejsce na ognisko, toalety no i brała tutaj ryba:)
Zaczęło padać i prognozy zapowiadały deszcz na kolejny tydzień, więc po sprawdzeniu prognoz pogody w różnych rejonach Norwegii wyruszyliśmy w stronę słońca - Kristiansand. Noc spędziliśmy pod mostem (dosłownie), na darmowej miejscówce dla kamperów, gdzie wyjątkowo było ich dużo.

















































































































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz