Popularne posty

poniedziałek, 5 stycznia 2026

Norwegia

Dawno  nas tu nie było. Nie mam  nic na swoje usprawiedliwienie,  ale prawda jest taka, że  w ostatnich  latach  mocno się rozleniwiliśmy. Wycieczek weekendowych  mieliśmy zdecydowanie  mniej, a jak już gdzieś się wybieraliśmy, to wracaliśmy w te same miejsca. 

Nie siedzieliśmy  znowu całkowicie  tak bezczynnie, ponieważ  budowaliśmy sobie kampera. Tak wiem,  kampery ostatnio zrobiły się bardzo modne i wiele osób aktualnie korzysta z tej formy wypoczynku. I my też postanowiliśmy zbudować  sobie dom na kółkach. Nie o kamperze chciałam pisać  tylko o kierunku naszej wyprawy. Natomiast jedno jest pewne, kamper ułatwia bardzo podróżowanie, człowiek jest niezależny, jedzie gdzie chce, śpi gdzie chce i codziennie może podziwiać zachód słońca w innych okolicznościach przyrody i budzić  się z innym widokiem za oknem. To jest po prostu piękne!

A jeszcze jak zaplanujesz  wyprawę w takie miejsca,  gdzie nie ma żadnych ograniczeń dla kamperów,  to już jest raj. My, aby z takiego raju skorzystać na liczniku odnotowaliśmy przejechane ponad 4 tys. kilometrów przez 3 tygodnie. Nie wiem, czy to dużo, czy mało,  ale dla nas, gdzie dopiero zaczęliśmy taką formę wypoczynku to było sporo. Pewnie można  by było przejechać jeszcze  więcej ale przecież  byliśmy na urlopie,  chcieliśmy zwiedzić jak najwięcej ale rownież chcieliśmy wypocząć. No i przecież nie o liczbę przejechanych  kilometrów chodzi. Nie udało nam się  odwiedzić wszystkich miejsc, które  chcieliśmy i warto było zobaczyć. Może to i dobrze. Bo mamy argument,  aby  jeszcze raz tam wrócić. A mowa tu o Norwegii. O ile zazwyczaj  na urlopy jeździmy poza sezonem turystycznym (nie lubimy tłumów), to tym razem pojechaliśmy w samym środku sezonu turystycznego-w lipcu. Wybierając termin,  braliśmy pod uwagę przede wzystkim temperatury i przy okazji korzystaliśmy z uroków białych nocy. Nam słońce świecące w nocy nie przeszkadzało, korzystaliśmy z uroków długich dni. A co do temperatur  to w lipcu w Norwegi średnie temperatury wynoszą od 16 do 20 stopni (oczywiście zależy od  rejonu). Byliśmy przygotowani na występujące opady,  bo są one integralną częścią norweskich warunków atmosferycznych, ale nas  opady raczej omijały a jak już były  to występowały przejściowe albo my wyruszaliśmy w kierunku rejonów gdzie świeciło słońce.  

Zaczęliśmy od Drogi Atlantyckiej. To jedna z najbardziej spektakularnych tras drogowych na świecie. Droga ma odcinek 8,3 km i łączy  stały ląd z malowniczymi wyspami. Dla kamperów to raj, przy drodze co chwilę są miejsca gdzie można się zatrzymać, usypiać i budzić się z niesamowitym widokiem. 







Następny nasz kierunek to droga Trolii. Ta słynna trasa musiała się znaleźć  na naszej liście miejsc  do odwiedzenia. Wszystko, co o niej piszą, to prawda. Przejazd  przez nią jest  pełen pięknych widoków i  adrenaliny. Pokonując 11 serpentyn dojechaliśmy na szczyt, gdzie  znajduje się parking, restauracja i punkty widokowe. 


Dalej jechaliśmy w kierunku starej drogi Strynefjell. Przebiega ona przez dolinę Videdalen i osiąga wysokość ponad 1000 metrów n.p.m. Jadąc widoki mieliśmy  na ośnieżone szczyty gór, widać też było czapę lodowca Tystigbreen i Raudeggbreen. 
Po drodze zatrzymywaliśmy się  na punkcie  widokowym Mollsbygda z widokiem na Geirangerfjorden. Na noc  zostaliśmy w miejscowości Geiranger. Skąd zrobiliśmy sobie pieszą wycieczkę na, a raczej pod wodospad Storsaeterfossen. 


Odwiedziliśmy też Park Narodowy Jotunheimen,  gdzie na pieszą wycieczkę wyruszyliśmy z Krossbu. Wyciecz
ka była przyjemna a trasa  urozmaicona. W ciągu 3-godzinnego marszu pogoda zmieniała się jak kalejdoskop.


Kolejny nocleg zrobiliśmy nad Sognefjorden. Pod względem długości  jest to najdłuższy fiord w Norwegii i w Europie a  drugi pod względem długości fiord na świecie. Posiada on liczne odgałęzienia. Stanęliśmy na dość dużym parkingu, obok  stały 2 inne kampery. Wyciągneliśmy wędki, ale tu niestety szczęścia do ryb nie mieliśmy.  


Kolejnego dnia przemieszczaliśmy się w kierunku miejscowości Flam. Po drodze zatrzymaliśmy  się na punkcie widokowym Aurlansevagen. Były tam  tłumy turystów, czyli to czego nie lubimy, więc cyknęliśmy kilka fotek i ruszyliśmy dalej. Zatrzymaliśmy się za miejscowością, blisko wodospadu jaskiniowego Hogabru gdzie woda przepływa podziemnym przejściem pod kolejką Flam. No właśnie  trasa kolejowa z Flam do Myrdal jest jedną z najpiękniejszych tras kolejowych. Niestety nie mieliśmy okazji skorzystać z tej przejażdżki, czego bardzo żałuję, bo wyobrażam sobie jak niesamowite widoki zapewnia ta forma podróży. Trasa biegnie przez góry, doliny, wodospady. Jest to jedna z najbardziej stromych lini kolejowych na świecie i najbardziej stroma kolej w Europie.  Podróż rozpoczyna się we Flåm – 2 m n.p.m., a kończy w Myrdal – 865 metrów n.p.m. 
My rejon zwiedziliśmy na rowerach, ilość podjazdów stromymi, szutrowymi serpentynami  prawie mnie zabiła, w moim przypadku (małego doświadczenia) mój rower elektryczny również się poddał i większość drogi szliśmy ja  i mój rower. Lubię zjazdy, niestety tu zjazd nie był  dla mnie przyjemny, szuter i serpentyny, więc znowu prowadziłam rower w dół. Żałowaliśmy potem że nie zjechaliśmy tyrolką. Flam Zipline to najdłuższa tyrolka w Skandynawii o rozpiętości 1,381 metra, maksymalnej prędkości około 100 km.h i różnicy wysokości 305 metrów. Stojąc na platformie widokowej, z której zaczynał się zjazd, serce biło dużo szybciej niż zazwyczaj.  


Kolejny nasz przystanek był przy Hardangerfjord. Zaparkowaliśmy na parkingu,  gdzie  był piękny widok  na fiord,  miejsce  na ognisko, toalety no i brała tutaj ryba:) 


Zaczęło padać i prognozy zapowiadały deszcz na kolejny tydzień, więc po sprawdzeniu prognoz pogody w różnych rejonach Norwegii  wyruszyliśmy w stronę słońca - Kristiansand. Noc  spędziliśmy pod mostem (dosłownie), na darmowej miejscówce dla  kamperów, gdzie wyjątkowo było  ich dużo. 



Urlop dobiegał końca, przemieszczaliśmy się w kierunku Szwecji do przeprawy promowej, ale  po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze Hasseltangen Park. Zaliczając krótki  spacer ponoć wyznaczonym  szlakiem, ale miałam wrażenie, że nikt tym szlakiem od dawna  nie szedł, bo np.  brakowało  ścieżki... 




Kolejną  miejscówkę  w drodze powrotnej do Polski jaką zwiedziliśmy rowerowo w Norwegii  to Arendal. Jest to urocze miasto portowe położone na południowym wybrzeżu Norwegii.  











Ostatni nocleg w Norwegii  zrobiliśmy  sobie na dziko z pięknym widokiem a wieczór zakończyliśmy  kompielą. Dla nas  woda  była  lodowata,  natomiast dla miejscowych temperatura nie robiła wrażenia :)
Z samego rana postanowiliśmy jeszcze zwiedzić okolice. Ściągnęliśmy rowery z bagażnika  i wyruszyliśmy wyznaczonym  szlakiem, szkoda tylko, że  nie doczytaliśmy że to szlak pieszy i  w kilku miejscach trzeba było przenosić rowery. Sama trasa była  bardzo widokowa i w większości ciągnęła się wzdłuż morza. 












To był urlop pełen  zapierających dech w piersiach widoków, natury w najczystszej postaci i momentów, które zostaną z nami na długo. Na pewno jeszcze  tu wrócimy 💙